Czasami jak robie porządki domowe nachodzą mnie wspomnienia jak byłem w internacie i trzeba było samemu dbać o porządek w pokajach. Mieszkałem z czterema kumplami i jak to chłopcy nie bardzo nam zależało na porządku, często walały się jakieś ubrania, porozwalane książki, czy zeszyty, a nie wspomnę już o resztkach, a raczej okruszkach, po jedzeniu, ogólnie harmider. Oczywiście były sprzątaczki, które dbały o porządek na korytarzu, czy świetlicy, a w pokojach to zmywały tulko podłogi i czasem okna, jak już były przybrudzone, ale o własne rzeczy, czy porządek w szafie, czy na półce trzeba było dbać samemu. Często się kłóciliśmy, jak na przykład komuś zapodziała się koszulka, czy skarpetka wpadła w kont. Ustalaliśmy sobie dyżury, kto dzisiaj zamiata, czy ściera kurze, ale najlepiej było samemu dbać o swój kąt, bo jak sam sobie zrobisz, to będziesz weiedział, że jest dobrze i dokładnie, i że nic się nie zapodzieje, gdy się zapomni coś schować. Bywały też dyżury, lub kary za złe zachowanie, sprzątania toalet, tego nikt nie lubił. Wiadomo chłopaki potrafią napaskudzić i zapach też nie zachęca do mycia ubikacji, czy pisuaru. W łazięce było już lepiej, wystarczyło umuć umywalki, przetrzeć lustra i zmyć podłogi. Było przy tym czsem trochę zabawy, gdy akurat wychowawca nie pilnował, zaraz podłoga pływała w wodzie, latały szmaty i ścierki.
Teraz po latach przychodzi czasami taka nostalgia, wspomnienia, jak to człowiek był młody i przychodziły mu do głowy różne psikusy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.