W czasie ostatniej wizyty u rodziców mamę wzięło na wspomnienia. Zaczęła wspominasć i opowiadać jak się przeniosła do Szczecina, jak wynajęła pierwsze mieszkanie i jak podjęła pierwszą pracę.
Mama była krawcową w dużym zakładzie odzieżowym, często tam chodziłem i widziałem jak kobiety pochylone nad maszynami do szycia , w hałasie ciężko pracują żeby one i ich polskie i nie tylko koleżanki mogły ładnie się ubrać, to znałem więc bardziej mię interesowało jak wtedy się żyło i mieszkało.
Mama na początku wynajmowała mieszkanie, gdzie wszystko było wspólne, to znaczy pokoje sypialne i gościnne zamieszkiwali lokatorzy, ale ubikacja i co najdziwniejsze dla mnie to wspólna kuchnia. Dziwnie musiało wyglądać jak dwie różne lokatorki gotują obiad dla swoich rodzin. Na szczęście mieszkanie było w kamienicy, więc pokoje, jak i kuchnia były duże, spokojnie kilka osób mogło się krzątać po kuchni nie przeszkadzając sobie nawzajem. Mama mówiła też, że starali się tak gotować, by w kuchni nie było zbyt dużo osób, lub w takich godzinach żeby sobie nie przeszkadzać i mieć wolną kuchenkę do gotowania, czy smażenia. W sytuacji gdy tylko jedna rodzina gotowała w danej chwili było szybciej i łatwiej wszystkim był utrzymać jaki taki porządek, można było na bieżąco zmyć niepotrzebne naczynia, czy garnki, zetrzeć stół, czy blat kuchenny, podłoga zawsze zostawała na koniec. Gorzej jak trzeba było wspólnie dzielić się przestrzenią, wtedy co jakiś czas trafiało się na cudze naczynia, miski, czy nóż który ktoś akurat nie używał.
Wówczas jednak mama była jeszcze młoda i nie przejmowała się takimi błahostkami, zresztą przyjaźniła się z tamtymi lokatorami i potrafili się dogadać. Opowiadała, że zawsze panował porządek, bo obie panie, mama i jej koleżanka, były czyste i nie lubiły bałaganu. W sprawie wspólnej łazienki też potrafiły się dogadać. Wyznaczyły sobie dyżury i zawsze ubikacja, czy łazienka były czyste.
Dziwnie musiało się mieszkać, trochę to przypominało hotel robotniczy w którym ja na początku pracy mieszkałem, tyle tylko, że ja mieszkałem z samymi kawalerami, a nie z inną rodziną. Teraz już takich mieszkań nie ma, bywają jeszcze wspólne ubikacje w starych kamienicach, ale każdy już ma własną kuchnie i nikt obcy już do garnka nie zagląda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.