poniedziałek, 17 listopada 2014

Szklanka kompotu



Wczoraj odwiedziła mnie koleżanka. Wracając ze spaceru wpadła niespodziewanie po południu na kawę. Jest to osoba trochę roztrzepana, roztargniona i straszna gaduła. Gdy do mnie przyszła, powiesiła kurtkę na wieszaku i po przywitaniu się ze mną od razu pyta, czy mam coś zimnego do picia, bo strasznie jej się chce pić po spacerze. Nalałam dla niej szklankę kompotu i postawiłam na stole, potem słuchając coraz to innych opowieści koleżanki, zajęłam się robieniem dla nas kawy i krojeniem ciasta. Opowiadała mi akurat, jak ostatnio facet wiózł w tramwaju jakieś drzwi, którymi zastawił całe przejście i ludzie się denerwowali.
- Mówię Ci, takie miał wielkie te drzwi …
Opowiadała koleżanka, robiąc przy tym zamaszysty szeroki gest, by pokazać, jakie to wielkie były te drzwi. Dalszą jej opowieść przerwał wielki huk tłuczonego szkła i widok rozpływającego się po kuchni kompotu. Trącona łokciem szklanka kompotu, którą dla niej nalałam, spadła z ogromnym trzaskiem na podłogę w kuchni, rozpryskując się dookoła. Stanęłam w osłupieniu przerywając krojenie sernika. Koleżanka wstała z krzesła ze zdziwioną i przerażoną miną. Próbowała coś tłumaczyć jak to się stało, przepraszała. Jedna szklanka mniej, to właściwie niewielka strata, ale jak potem wyglądała kuchnia? Właściwie obie nie wiedziałyśmy, od czego rozpocząć sprzątanie tego bałaganu. Czy od odkurzania podłogi, czy może od wytarcia podłogi. Koleżanka pozbierała większe szkła, ja przyniosłam odkurzacz oraz wiadro z wodą i ścierką. Najpierw odkurzyłam podłogę z drobnych szkieł, potem zmyłam podłogę, żeby nie kleiła się od rozlanego kompotu. Kompot tak się rozprysnął, że musiałam także umyć flizy. Umyłam też fronty szafek, które również były pochlapane. Okazało się potem, że muszę także odkurzyć podłogę w salonie, ponieważ i tam poleciało kilka drobnych szkiełek z rozbitej szklanki. Po zakończeniu sprzątania nalałam koleżance nową szklankę kompotu. Tym razem od razu wypiła kompot i umyła szklankę, odstawiając ją na ociekacz. Koleżanka obiecała, że będzie już bardzo uważała i postara się nie wykonywać tak szerokich gestów, zwłaszcza przy stole, żeby już nikt nie musiał przez nią sprzątać mieszkania, szczególnie w niedzielę. Potem wypiłyśmy w końcu tą kawę, ale przez cały czas koleżanka była bardzo ostrożna, żeby znów niechcąco niczego nie zwalić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.