Wczoraj odwiedziła mnie koleżanka. Wracając ze spaceru wpadła
niespodziewanie po południu na kawę. Jest to osoba trochę roztrzepana,
roztargniona i straszna gaduła. Gdy do mnie przyszła, powiesiła kurtkę na
wieszaku i po przywitaniu się ze mną od razu pyta, czy mam coś zimnego do
picia, bo strasznie jej się chce pić po spacerze. Nalałam dla niej szklankę
kompotu i postawiłam na stole, potem słuchając coraz to innych opowieści koleżanki,
zajęłam się robieniem dla nas kawy i krojeniem ciasta. Opowiadała mi akurat,
jak ostatnio facet wiózł w tramwaju jakieś drzwi, którymi zastawił całe
przejście i ludzie się denerwowali.
- Mówię Ci, takie miał wielkie te drzwi …
Opowiadała koleżanka, robiąc przy tym zamaszysty szeroki
gest, by pokazać, jakie to wielkie były te drzwi. Dalszą jej opowieść przerwał
wielki huk tłuczonego szkła i widok rozpływającego się po kuchni kompotu. Trącona
łokciem szklanka kompotu, którą dla niej nalałam, spadła z ogromnym trzaskiem
na podłogę w kuchni, rozpryskując się dookoła. Stanęłam w osłupieniu
przerywając krojenie sernika. Koleżanka wstała z krzesła ze zdziwioną i
przerażoną miną. Próbowała coś tłumaczyć jak to się stało, przepraszała. Jedna
szklanka mniej, to właściwie niewielka strata, ale jak potem wyglądała kuchnia?
Właściwie obie nie wiedziałyśmy, od czego rozpocząć sprzątanie tego bałaganu.
Czy od odkurzania podłogi, czy może od wytarcia podłogi. Koleżanka pozbierała większe
szkła, ja przyniosłam odkurzacz oraz wiadro z wodą i ścierką. Najpierw
odkurzyłam podłogę z drobnych szkieł, potem zmyłam podłogę, żeby nie kleiła się
od rozlanego kompotu. Kompot tak się rozprysnął, że musiałam także umyć flizy. Umyłam
też fronty szafek, które również były pochlapane. Okazało się potem, że muszę
także odkurzyć podłogę w salonie, ponieważ i tam poleciało kilka drobnych
szkiełek z rozbitej szklanki. Po zakończeniu sprzątania nalałam koleżance nową
szklankę kompotu. Tym razem od razu wypiła kompot i umyła szklankę, odstawiając
ją na ociekacz. Koleżanka obiecała, że będzie już bardzo uważała i postara się
nie wykonywać tak szerokich gestów, zwłaszcza przy stole, żeby już nikt nie
musiał przez nią sprzątać mieszkania, szczególnie w niedzielę. Potem wypiłyśmy
w końcu tą kawę, ale przez cały czas koleżanka była bardzo ostrożna, żeby znów
niechcąco niczego nie zwalić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.