poniedziałek, 3 listopada 2014

Hop na mop!

U nas w domu na mop zawsze mówiono: baba jaga. Chodzi o taki klasyczny z częścią myjącą ze sznurków. Przypomina miotłę czarownicy i gospodynie nasze znajome żartowały, że we współczesnych czasach polatać to sobie można, ale na mopie. Niby żart a jednak kryło się pod tym coś więcej. Każda z pań regularnie myjących podłogę dysponowała kilkoma częściami wybrakowanych kompletów babajagowych. No, cóż takie to były wytrzymałe urządzenia. Wiaderka i kije z niezbyt wytrzymałego plastiku pękały, urywały im się uchwyty a nakładki do wyciskania nie wytrzymywały tego, co czego służyły. Zdarzało się, że trzeba było przerywać mycie podłóg czy wycieranie i mycie listew przypodłogowych i biec do sklepu albo wracać do szmaty. Nie jestem zwolenniczką teorii, że aby najlepiej umyć podłogę trzeba to robić szmatą i na kolanach, więc po najbliższej awarii mopa postanowiłam poszukać sobie czegoś lepszego, bo. I owszem, znalazłam. Mamy do wyboru teraz mopy z różnymi częściami myjącymi, nie tylko jeśli chodzi o użyte materiały ale także o ruchomość i kształt końcówki. Mamy mopy parowe, które także dezynfekują podłogę. Istnieją inne, z systemami do płukania i wyciskania mopa. Są także mopy bezwiadrowe, które w sobie mają zbiornik z wodą z płynem do podłogi oraz wymienianymi szmatkami. Do wyboru do koloru. A co mi się najbardziej spodobało - możemy nabyć mop z końcówką umożliwiającą nie tylko konserwację powierzchni płaskich poziomych. Dzięki praktycznej końcówce możliwie jest mycie szafek i mebli z zewnątrz. Potrzeba wprawy gospodyni, ale również jest możliwe odkurzanie kaloryferów. W końcu zawsze jeszcze gdzieś coś czeka na posprzątanie. Cóż, jeśli już wszystko umyjemy to może i w nagrodę możliwa będzie przejażdżka w przyszłości, a więc: hop na mop! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.