Jest piękny słoneczny poranek, zza okna dobiega głos
śpiewającego skowronka, a słońce świeci tak mocno, że mogło by się wydawać że
jest już w zenicie. Nagle w oddali słychać dzwonek telefonu, a po chwili w nim
to właśnie znajomy głos – witam serdecznie jutro wpadamy na parę dni więc zrób
jakieś zakupy i przygotuj coś extra. O rany przyjeżdża rodzinka a w domu taki
bałagan więc czas na spróbowanie swoich sił w generalnym sprzątaniu domostwa. I
tak zaczynam biegać z jakąś szczotką, odkurzaczem, mopem i sam nie wiem od
czego zacząć. Najpierw umyłem dokładnie podłogi, a później wytarłem kurze ze
wszystkich powierzchni. Po czym zorientowałem się, że kolejność ta miała być
zupełnie odwrotna. Więc ponownie mycie podłogi jakimś specjalnym płynem z wodą,
która na moje nieszczęście co chwilę wylewała się tu i ówdzie robiąc jeszcze
więcej kłopotu niż pożytku. Następnie sprzątanie kuchni, czyli umycie
zewnętrznej powierzchni lodówki, kuchenki, oraz frontów szafek i blatu
kuchennego. Na całe szczęście w domu znalazłem cudne urządzenie zwane zmywarką,
które wyręczyło mnie w myciu wszystkich brudnych naczyń. Jeszcze tylko małe
zakupy i kuchnia gotowa na przyjęcie gości. Jednakże przyjemność zakupów
zostawiłem sobie na koniec, więc zabrałem się za dokładne przygotowanie
łazienki i sypialni dla gości. Odkurzałem bardzo dokładnie powierzchnię pod
meblami i sofami w miarę oczywiście
dostępu do tych miejsc. Tak by choć na pozór wszystko lśniło i błyszczało bo
przecież nie zawsze odwiedza mnie rodzinka z daleka więc niech się zaskoczą
ładem i porządkiem mojego domu. Poczułem się przez chwilę jak perfekcyjna Pani
domu, gdyby nie fakt, iż przez własną nieuwagę wylałem na podłogę całą
zawartość wiadra z płynem co przyniosło efekt jedynie przepięknego zapachu
pozornie wysprzątanego pokoju. Oj jeszcze książki z których muszę powycierać
kurze ponieważ wraz z rodzinką lubimy dużo czytać i wymieniać się pozycjami
książkowymi często uzupełniając tym swoje małe domowe biblioteczki. I to
właśnie książka, która jest dobrym lekarstwem na wszystko spowodowała, iż
zamiast kończyć dzieło sprzątania zabrałem się za jej czytanie. Nie pomnę
tytułu, ale była tak wciągająca, że zupełnie zapomniałem o telefonie i
zapowiedzi jutrzejszej wizyty gości. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze
ponieważ po jakiejś chwili usłyszałem bardzo realistyczny dźwięk z głośnika
mojego telefonu. Chwytam za niego przecieram oczy ze zdumienia i nie wierzę
własnym oczom. To tylko budzik, który przerwał mój koszmarny sen. Na całe
szczęście to tylko sen, który był tak realistyczny, że odkąd słyszę dźwięk
telefonu, a na jego wyświetlaczu pojawia się napis „mama dzwoni” na mojej
twarzy pojawia się uśmiech i z utęsknieniem czekam na odwiedzin ki rodzinki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.