czwartek, 6 listopada 2014

Upiór z łazienki

  Wczoraj moja córka pomagała mi sprzątać łazienkę. W łazience, jak to w polskich mieszkaniach, jest z reguły ciasno, pełno w nich zakamarków i trzeba się nagimnastykować żeby dotrzeć we wszystkie kąty. Zaczęliśmy od góry, ja zacząłem, bo jestem wyższy, pomyłem szafki, pełno na nich zawsze śladów palców, powyrzucałem puste pojemniki po płynach i takie tam, zawsze się jakiś zawieruszy. Pomyłem glazurę i umyłem bojler, zawsze na górze jest pełno brudu, kurz nasiąknięty parą szybko się przykleja do powierzchni.
 Natalia w tym czasie czyściła umywalkę i pojemniki na mydło, kubki na szczoteczki i baterie. Potem razem umyliśmy resztę armatury, mycie wanny, dezynfekcja ubikacji, przed wcześniejszym jej wyszorowaniem oczywiście i umycie pralki.
  Teraz wzięliśmy się za podłogę. Nasza łazienka jest mała i nie wszędzie dorosła osoba sięgnie, więc świetnie się nadaję dzieci do pomocy. Poprosiłem żeby Natalia starła za ubikacją, koło odpływu, bo łatwiej jej będzie sięgnąć. Najpierw miała pozamiatać, żeby nie było kurzu i jakiś paprochów. I się zaczęło. Kiedy się schyliła z miotą i już miała zamiatać spod rury odpływowej wyszedł pajączek, nieduży, no taki średni jak na polskie realia, ale to nie miało znaczenia, zaczęły się krzyki, wrzaski, że to okropny stwór, że mnie ugryzie, nie wiem skąd taki pomysł, że jest paskudny, brzydki, ogólnie upiór na sześciu nogach. Nie pomogły tłumaczenia, że jest malutki, że on się bardziej boi jej, bo jest większe i pewnie dla niego to ona jest upiorem, że jest za mały by ją ugryźć i nic jej nie zrobi. Nic nie pomogło, uciekła z krzykiem i powiedziała, że jak go nie zabiorę to ona nigdy tam nie wejdzie, jakby już wcześniej nie widziała pająka. Cóż zrobić, zostałem sam na sam z potworem, całkiem sympatycznym, musiałem go wynieść na dwór, na krzaczek, tam i tak będzie mu lepiej, uplecie sobie pajęczynkę między gałązkami i złapie sobie jakiś posiłek, u nas tylko Natalię mógł upolować, ale pewnie by jej nie zjadł, za bardzo ruchliwa i krzykliwa, na sam widok straciłby apetyt ha ha.
  Wyszło z tego, że sam musiałem dokończyć mycie podłogi, za to ubaw miała cała rodzina z odwiedzin małego upiora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.