Już wiele razy widziałam, jak kobiety robią zakupy środków czystości do
swoich domów: coś do mycia, coś do prania i do szorowania. A tu w telewizji
nikt środków do szorowania nie reklamuje, szorują tylko osoby, do których
przychodzi sąsiadka lub ktoś z rodziny udzielić im reklamowej rady w reklamowym
świecie, że nie trzeba już nic szorować. Mycie i dezynfekcja toalety nie wymaga
niczego więcej jak zaaplikowania płynu, który wszystko rozpuści, zrobi pogrom
na żyjące tam plastelinowe stwory wykrzywiające się okrutnie i wrzeszczące w
niebogłosy, które są zarazkami czyhającymi na nasze zdrowie i życie. Mycie i
polerowanie armatury odbywa się podobnie. Przetrzeć płynem umieszczonym na
ściereczce kran, umywalki, wanny i... brud znika. Na dodatek wszystko wygląda
jak nowe! Wszyscy śmiejemy się z reklam, nikt tak naprawdę w to nie wierzy.
Jednak nazwa płynu się utrwala im częściej o nim wspominamy nawet w kpinach.
Potem coś trzeba kupić w tym czy owym sklepie. I co kupujemy najczęściej?
Statystyki wskazują, że to co znamy. A jak się słyszy reklamę kilka razy na
dzień, to się ma wrażenie, że powtarzana tam nazwa jest nam doskonale znajoma.
Wcale nie chodzi o to, że twórcy reklamy mają wszystkich za naiwniaków, którzy
uwierzą w czarodziejskie oddziaływanie środka na czyszczenie przypalonej kuchenki
czy piekarnika. Oni liczą na inne mechanizmy, które odzywają się i działają w ludziach
automatycznie. Dlatego tak ważna jest świadomość takich prawidłowości oraz tego,
co się kupuje.
Powinniśmy nagradzać swoją uwagą środki warte polecenia z powodu swojej skuteczności,
przyjazności dla środowiska, dobrych dla zdrowia komponentów a nie robić to, czego
chcą spece od reklamy, dla których nieważna jest jakość produktu, tylko wysokość
sprzedaży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.