Wczoraj
lekarz prowadzący powiedział, że wychodzę ze szpitala! I bardzo
dobrze! Mam już dość tego miejsca! Prawdę mówiąc nie jestem
jeszcze do końca zdrowy, ale doktor powiedział, że nie chce mnie
już dłużej oglądać! I dobrze.
Ale w tak
zwanym międzyczasie, popatrzyłem jak panie w szpitalu sprzątają.
Ciekawa rzecz, ale miotły w ich rękach nie widziałem. Może i
słusznie, bo podłogi wyglądają całkiem nieźle. Podstawowym
narzędziem w rękach pań sprzątających jest mop i wiadro z wodą.
Ale pani jak wchodzi do sali chorych, pierwsze, co robi? Zbiera z
szafek i podłogi to, co komuś wypadło niechcący, albo i nie
koniecznie niechcący. Zauważyłem, że ludzie nie doceniają pracy
sprzątaczy, sprzątaczek! Ciekawa sprawa, zastanawiam się czym jest
podyktowane to, że porządkami zajmują się głównie panie? Tak
naprawdę nie znajduję wytłumaczenia dla tej sprawy.
No więc
jak już są pozbierane wszystkie niepotrzebne papierki, waciki i
inne drobiazgi, pani bierze ścierkę i wyciera z kurzu stoliki,
szafki, poręcze łóżek. I, tu byłem mocno zaskoczony, po wytarciu
klamek, pani otwierała drzwi i odkurzała ich górną część.
Część, o której zazwyczaj się zapomina. Ci, którzy byli w
wojsku, wiedzą o co chodzi. Jak się chce pokazać żołnierzowi kto
tu rządzi, to przełożony, po zarządzonym sprzątaniu przejedzie
ręką po górnej części drzwi, i krzyczy, że zrobione źle!
Zazwyczaj zarządza ponowne sprzątanie.
W szpitalu
jakoś tak dokładnie nie sprawdza się jakości sprzątania.
Po wytarciu
wszystkiego co się do tego nadaje, pani bierze w ręce osławiony
mop, uprzednio zamoczony w wiadrze z wodą i wszędobylską chemią,
i wyciera podłogę. Wydaje zakaz chodzenia aż do wyschnięcia i
znika. Oczywiście znika z oczu chorych, bo idzie dalej. To samo w
innych salach chorych, a później korytarz. Na korytarzu wygląda
wszystko podobnie. Może z tą różnicą, że nie ma zakazu
chodzenia aż do wyschnięcia. Jak ktoś przejdzie po mokrej
podłodze, bo musi, a pani salowa zobaczy to, to spojrzy na takiego
delikwenta jakby chciała go przynajmniej pobić. Nie dziwię się
jej, bo mnie by też brali diabli gdyby ktoś niweczył efekty mojej
pracy!
No i
doczekałem się! Idę do domu! Kolega Benek będzie mocno zaskoczony
tym, że już jestem i będę mu patrzył na ręce!
To był
żart. Wierzę, że syncio robi w moim domu dobrą robotę. Zbyt
długo się znamy, żeby jeden drugiego oszukiwał!
Dzisiaj są Mikołajki, w prezencie wysyłam czyściutkiego, odkurzonego i pięknego Mikołaja!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.