sobota, 6 grudnia 2014

Wychodzę ze szpitala!

Wczoraj lekarz prowadzący powiedział, że wychodzę ze szpitala! I bardzo dobrze! Mam już dość tego miejsca! Prawdę mówiąc nie jestem jeszcze do końca zdrowy, ale doktor powiedział, że nie chce mnie już dłużej oglądać! I dobrze.
Ale w tak zwanym międzyczasie, popatrzyłem jak panie w szpitalu sprzątają. Ciekawa rzecz, ale miotły w ich rękach nie widziałem. Może i słusznie, bo podłogi wyglądają całkiem nieźle. Podstawowym narzędziem w rękach pań sprzątających jest mop i wiadro z wodą. Ale pani jak wchodzi do sali chorych, pierwsze, co robi? Zbiera z szafek i podłogi to, co komuś wypadło niechcący, albo i nie koniecznie niechcący. Zauważyłem, że ludzie nie doceniają pracy sprzątaczy, sprzątaczek! Ciekawa sprawa, zastanawiam się czym jest podyktowane to, że porządkami zajmują się głównie panie? Tak naprawdę nie znajduję wytłumaczenia dla tej sprawy.
No więc jak już są pozbierane wszystkie niepotrzebne papierki, waciki i inne drobiazgi, pani bierze ścierkę i wyciera z kurzu stoliki, szafki, poręcze łóżek. I, tu byłem mocno zaskoczony, po wytarciu klamek, pani otwierała drzwi i odkurzała ich górną część. Część, o której zazwyczaj się zapomina. Ci, którzy byli w wojsku, wiedzą o co chodzi. Jak się chce pokazać żołnierzowi kto tu rządzi, to przełożony, po zarządzonym sprzątaniu przejedzie ręką po górnej części drzwi, i krzyczy, że zrobione źle! Zazwyczaj zarządza ponowne sprzątanie.
W szpitalu jakoś tak dokładnie nie sprawdza się jakości sprzątania.
Po wytarciu wszystkiego co się do tego nadaje, pani bierze w ręce osławiony mop, uprzednio zamoczony w wiadrze z wodą i wszędobylską chemią, i wyciera podłogę. Wydaje zakaz chodzenia aż do wyschnięcia i znika. Oczywiście znika z oczu chorych, bo idzie dalej. To samo w innych salach chorych, a później korytarz. Na korytarzu wygląda wszystko podobnie. Może z tą różnicą, że nie ma zakazu chodzenia aż do wyschnięcia. Jak ktoś przejdzie po mokrej podłodze, bo musi, a pani salowa zobaczy to, to spojrzy na takiego delikwenta jakby chciała go przynajmniej pobić. Nie dziwię się jej, bo mnie by też brali diabli gdyby ktoś niweczył efekty mojej pracy!
No i doczekałem się! Idę do domu! Kolega Benek będzie mocno zaskoczony tym, że już jestem i będę mu patrzył na ręce!
To był żart. Wierzę, że syncio robi w moim domu dobrą robotę. Zbyt długo się znamy, żeby jeden drugiego oszukiwał!
Dzisiaj są Mikołajki, w prezencie wysyłam czyściutkiego, odkurzonego i pięknego Mikołaja!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.