No kochani,
termometry! To pielęgniarka robi tak miłą pobudkę. Jakoś
odruchowo spojrzałem na zegarek. Jednym okiem, bo drugie jeszcze
spało. O Jasna Pani, to przecież piąta dwadzieścia i kilka minut!
Kto to widział tak rano robić pobudkę! Jakieś zwykłe, szpitalne,
poranne krzątanie się. A to temu leki, a innemu ciśnienie mierzą.
Ja próbuję jeszcze dosypiać. I co? Myślicie, że udało mi się?
Nic z tego! Dziesięć po szóstej dzwonek telefonu! Kogo tam znowu
niesie?
- Czego? - grzecznie zapytałem.
- No ładnie mnie witasz! - odparł syncio – ja już w twoim domu zaczynam pracę!
- Czy ty spać nie możesz, czy też kobieta cię wyrzuciła z domu?
- Głupi! - I spać mogę, i kobieta mnie nie wyrzuciła! Mam na jedenastą do pracy, to jeszcze coś tu zrobię. Mam w planie połatać wszelkie ubytki, czyli zaszpachlować. Później, wieczorem przyjdę, przetrę papierem ściernym, to następnego dnia będę mógł śmiało malować!
- Synciu – kochany jesteś! Ty wiesz, że chcę mieć ten pokój zrobiony dość szybko.Wybaczyłem już tak bezpardonową pobudkę kilka minut po szóstej!
- Ty synciu patrz, żebyś się nie przepracował! Bo nie daj Boże będzie tak, że miejscami się zamienimy.
- Nie ma obaw! Dobra, idę coś robić, bo cenny czas ucieka! - rozłączył się.Przymknąłem oczy z nadzieją, że uda mi się jeszcze chwilę pospać. Niestety, pod powiekami, gdzieś w głowie miałem widok mojego znajomego, który biedny męczy się nad ścianami, które ktoś tak bezmyślnie zniszczył!Wyobrażałem sobie jak szpachluje ściany, jak stara się, żeby jak najmniej było do zcierania papierem ściernym. Jak się śpieszy, żeby zdążyć do pracy na jedenastą!Dzień minął bez większych sensacji. Zwykły szpitalny dzień. Tylko diabli mnie brali, że nie mogę być w domu i nie mogę pomagać koledze.Gdzieś tak koło dziesiątej wieczorem, o dwudziestej drugiej, kilka minut przed godziną zwyczajowo przyjętą za godzinę, o której zaczyna się cisza nocna, chociaż jeżeli chodzi o szpital, to nie koniecznie ona jest przestrzegana, zadzwonił znowu Benek.
- No witam, jestem zmachany niemiłosiernie! - zaczął – Narobiłem się potężnie! Wszystkie ściany przetarłem, najpierw grubszym papierem, później drobnoziarnistym. Jest super! Musiałem jeszcze wytrzeć kurz, który się zrobił przy szlifowaniu, a musisz wiedzieć, że było go mnóstwo! Powłaził czort we wszystkie zakamarki i musiałem zrobić to dość dokładnie, żeby jutro można było zacząć od malowania ścian. Już nie będę z tobą gadał, bo idę trochę odpocząć!Przez cały czas nie dopuszczał mnie do głosu. To był jeden wielki monolog. Raczej zdanie relacji z tego co zostało zrobione, i co będzie robione jutro.
- No to synciu, idź już odpoczywać! - pożegnałem go.Już był koniec dnia. A ja myślałem tylko, co ja bym zrobił bez niego? Jak bym poradził sobie z tym, co przecież zrobione musiało być? I, najlepiej, żeby zrobione było dość szybko, bo jak pokój stoi nie wynajęty, to nie ma pieniędzy na czynsz i robią się zadłużenia! Chociaż i tak strata będzie ewidentna, bo Benkowi przecież zapłacić też trzeba!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.