Dzisiaj coś do poczytania.
Ada, 29 lat cieszyła się, że teraz to mąż zadba o ich mieszkanie
Kiedy wzięłam dodatkowe dyżury, mój bezrobotny mąż musiał zająć się domem
Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – stwierdziłam, wzruszając ramionami.
– I tak spodziewaliśmy się tego już od jakiegoś czasu. Mąż popatrzył na mnie wzrokiem
przepełnionym poczuciem winy. Marek stracił pracę, bo wreszcie puściły mu nerwy.
Nic dziwnego, nikt nie wytrzymałby takiego wyzysku. Szef miał coraz większe oczekiwania,
a nadgodziny mnożyły się jak bakterie, tylko pensja pozostawała ta sama... I trafiała
na konto coraz później i później. W końcu w ogóle się nie pojawiła i wybuchła wielka
awantura.
– Znajdę nową pracę – zapewnił.
– Wiem, że znajdziesz. Wierzę w ciebie.
– Przytuliłam go i pocałowałam w policzek.
– A tymczasem musimy sobie jakoś poradzić. Mogę brać dodatkowe dyżury w szpitalu,
tam zawsze potrzeba rąk do pracy. No i mogłabym znowu udzielać korepetycji z chemii
i biologii... – zastanawiałam się głośno. – Mój telefon wciąż krąży po szkołach,
nowi uczniowie dzwonią i pytają... Marek uparcie kręcił głową.
– Wykończysz się. Będziesz zbyt zmęczona, żeby...
– ...żyć? – zaśmiałam się. – Być może, ale zobaczysz, poradzimy sobie. Musimy spłacać
kredyty.
– Wynagrodzę ci to – obiecał, a ja klasnęłam w dłonie.
– Oczywiście, że tak – zgodziłam się z ochotą.
– Bo zrobię to wszystko pod jednym warunkiem.
– Jakim?
– Bo wiesz... – Rozejrzałam się z uwagą po niewielkim mieszkaniu.
– Ktoś będzie musiał zająć się domem...
– Uśmiechnęłam się przewrotnie.
– Trochę tu posprzątać... Bo ja zupełnie nie będę miała na to czasu. Prawda była
taka, że z całego serca nienawidziłam sprzątać, więc cała ta sytuacja spadła mi jak
z nieba. Wolałam harować nieprzytomnie na dyżurach, niż biegać z odkurzaczem po mieszkaniu.
Cieszyłam się, że ktoś mnie w tym wyręczy. Przynajmniej przez jakiś czas. Moja matka
była perfekcjonistką i utrzymywała mieszkanie w higienicznej czystości. Zaszczepiła
mi w głowie przekonanie, że nigdy nie sprzątam dostatecznie dobrze, a dom nie jest
dość czysty. Dlatego porządki zabierały mi całe wieki. Nigdy nie byłam zadowolona
z efektu, więc biegałam ze szmatą i poprawiałam wszystko do obłędu. Wierzyłam, że
Marek jest wolny od tej obsesji, dlatego ogarnie wszystko szybciej i oboje będziemy
zadowoleni. Przynajmniej dopóki nie znajdzie nowej pracy. Zapisałam się na dodatkowe
dyżury, a mój mąż wylądował na bezrobociu. Bardzo przejął się nowym zadaniem i z
tej okazji nawet wybrał się na zakupy w celu uzupełnienia zapasu detergentów. Byłam
pewna, że świetnie sobie ze wszystkim poradzi. W końcu zawsze mi pomagał i jakoś
dawał radę. Tyle że wtedy robił to pod moim okiem... Gdy pierwszego dnia wróciłam
późnym wieczorem, Marka nie było w domu. Za to ja... Poczułam coś dziwnego pod stopami!
Jakbym chodziła po drobnym piasku. Zapaliłam światło, spojrzałam pod nogi i krzyknęłam.
Podłoga... Podłoga była biała jak śnieg! „Co tu się stało?”, zastanawiałam się, wybierając
numer telefonu męża. „Jaka katastrofa mogła się wydarzyć w moim małym mieszkanku?”
– Halo? – W słuchawce po chwili usłyszałam głos Marka.
– Czym umyłeś podłogę, kochanie? – zapytałam słodko.
– Hm... Nie wiem, jakimś płynem.
– A czy to nie był przypadkiem... Cif? – dopytywałam, a po drugiej stronie zapadła
dłuższa cisza.
– Tak. To źle?
Znowu zaczęłam krzyczeć. Mój mąż umył parkiet mleczkiem do czyszczenia i nawet dobrze
tego nie spłukał. Podłogę pokrywał biały proszek, który przywierał do wszystkiego.
Wyglądało to po prostu strasznie.
– Wracaj do domu i sam zobacz – rzuciłam wściekła do telefonu. Mieszkanie doprowadzaliśmy
do porządku przez długie godziny. Zmęczona po pracy ledwo widziałam na oczy, ale
nie miałam innego wyjścia. Na szczęście podłogę udało się doszorować i uratować,
choć na pewno nie wygląda już tak dobrze, jak przedtem. Gdy skończyliśmy, padłam
na łóżko praktycznie nieprzytomna.
– Co ci strzeliło do głowy? – wyszeptałam w poduszkę z niedowierzaniem. – Dlaczego
akurat mleczko do czyszczenia?
– Przepraszam, kochanie – odpowiedział pokornie.
– Mamy specjalny płyn do mycia podłogi. Mogłeś też po prostu użyć szarego mydła!
– narzekałam i narzekałam, dopóki nie zasnęłam. Następnego dnia bałam się wracać
do domu. Nie wiedziałam, co mój mąż znowu wymyśli. Jednak niebiosa musiały nade mną
czuwać, bo tym razem nie sprzątał. Chyba przejął się moimi poradami na temat porządków,
bo ruszył na zakupy po profesjonalny sprzęt... Dlatego w przedpokoju potknęłam się
o miotłę, wpadłam na nowe, wielkie wiadro, a na koniec poślizgnęłam się na mokrym
mopie.
– Co to jest?! – zawołałam.
– Dlaczego te rzeczy leżą w przedpokoju?
– Kupiłem je dzisiaj – wyjaśnił pokornie Marek.
– W markecie była promocja. Podobno znacznie ułatwiają sprzątanie.
– Ale przecież mamy już jedną miotłę na balkonie... – Nic z tego nie rozumiałam.
– Po co nam druga?
– Ale ta jest specjalna! – tłumaczył. – Na ulotce napisali...– Poza tym w szafie
stoi odkurzacz!
Marek jednak najwyraźniej zdradzał jakieś tajemnicze zamiłowanie do mioteł, bo ostatecznie
zgromadził w domu aż trzy! Postanowiłam w to nie wnikać, o ile tylko ten zbiór szczotek
faktycznie ułatwi mu ogarnianie domu. Niestety, już następnego dnia wydarzyła się
kolejna katastrofa. Gdy wróciłam z nocki, musiałam cały ranek szorować okna. Marek
wpadł na cudowny pomysł, aby je umyć, ale chyba nie wiedział, jak się do tego zabrać.
Zostawił tak koszmarne zacieki, że nie było przez nie widać bożego świata. Powoli
miałam tego powyżej uszu.
– Czy ty to robisz specjalnie?! – napadłam na niego. Wyraźnie nie zrozumiał powodów
mojego gniewu.
– Ale co takiego, kochanie? Przecież sprzątam dla ciebie...
– Sprzątasz? Robisz tylko więcej bałaganu! – zarzuciłam mu. – Nie wiem, czy naprawdę
nie umiesz porządnie posprzątać, czy po prostu udajesz niezdarę, żebym dała ci spokój?!
– Ale... Chciałem pomóc...
– Tak dłużej nie może być! – przerwałam mu.
– Jeżeli to ma tak wyglądać, lepiej nic nie rób! Byłam bardzo zła. Trzasnęłam drzwiami
i zamknęłam się w sypialni. Przespałam cały dzień. Przez kolejny tydzień dom powoli
zarastał, bo nie miałam czasu go ogarnąć wcześniej niż w sobotę. Jednak gdy w piątek
weszłam do mieszkania, oniemiałam! Wszystko dosłownie lśniło. Podłogi, okna, szafki...
– Co tu się stało?! – wykrzyknęłam zdziwiona. – Wynająłeś ekipę sprzątającą? Marek
uśmiechnął się tajemniczo.
– Bynajmniej. Nauczyłem się.
– Jak?
– Wiesz... – Zarumienił się lekko.
– Włączyłem komputer, wpisałem w wyszukiwarkę: porady dla młodej pani domu, a potem
trzymałem się wskazówek. No proszę! Najwyraźniej wszystkiego można się nauczyć, jeśli
tylko naprawdę się tego chce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.