poniedziałek, 8 grudnia 2014

Pechowy kwiatek



Dziś po śniadaniu postanowiłam zająć się wszystkimi kwiatkami doniczkowymi, jakie mam w mieszkaniu. Poobrywałam suche liście, umyłam doniczki i podstawki, podlałam kwiatki i wytarłam kurze z parapetów w każdym pokoju. Kiedy już wszystkie kwiatki były wypielęgnowane, a ostatniego z nich stawiałam na umytym parapecie, przypadkiem przechyliłam doniczkę, która ześlizgnęła się z parapetu. Niestety nie zdążyłam jej w porę złapać, więc cała jej zawartość znalazła się na podłodze, parapecie i stojącej przy oknie szafce. Świeżo umyta doniczka leżała na wykładzinie razem z kwiatkiem i mokrą ziemią. Chcąc nie chcąc, musiałam zabrać się za sprzątanie tego bałaganu. Najpierw umyłam doniczkę, a potem, na ile było to możliwe, pozbierałam z wykładziny ziemię i kwiatka, którego umieściłam z powrotem w doniczce. Kilka liści mu się złamało, ale korzeń był w całości i nadal tkwił w ziemi, więc chyba przeżyje ten upadek. Przyniosłam odkurzacz i tyle ile się dało odkurzyłam wykładzinę, parapet i szafkę. Następnie przyszłam z wiaderkiem z wodą, bo musiałam dokładnie wytrzeć parapet i szafkę. Trzeba też było wyczyścić wykładzinę, żeby zebrać z niej pozostałą ziemię. Wytarłam grzejnik, który też się trochę zachlapał mokrą ziemią ze spadającego kwiatka. Musiałam dosypać do doniczki trochę świeżej ziemi, której ubyło, bo całej nie dało się pozbierać z wykładziny. Potem ponownie wytarłam doniczkę i podstawkę, zbierając z niej resztki ziemi, i bardzo ostrożnie umieściłam kwiatka na parapecie. Tym razem się udało, ale straciłam niestety trochę czasu, żeby posprzątać tego wywalonego kwiatka. Tak więc z kwiatkami lepiej bardzo uważać, żeby niepotrzebnie nie tracić przez nie czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.