Dziś po śniadaniu postanowiłam zająć
się wszystkimi kwiatkami doniczkowymi, jakie mam w mieszkaniu. Poobrywałam
suche liście, umyłam doniczki i podstawki, podlałam kwiatki i wytarłam kurze z
parapetów w każdym pokoju. Kiedy już wszystkie kwiatki były wypielęgnowane, a
ostatniego z nich stawiałam na umytym parapecie, przypadkiem przechyliłam
doniczkę, która ześlizgnęła się z parapetu. Niestety nie zdążyłam jej w porę
złapać, więc cała jej zawartość znalazła się na podłodze, parapecie i stojącej
przy oknie szafce. Świeżo umyta doniczka leżała na wykładzinie razem z
kwiatkiem i mokrą ziemią. Chcąc nie chcąc, musiałam zabrać się za sprzątanie
tego bałaganu. Najpierw umyłam doniczkę, a potem, na ile było to możliwe,
pozbierałam z wykładziny ziemię i kwiatka, którego umieściłam z powrotem w
doniczce. Kilka liści mu się złamało, ale korzeń był w całości i nadal tkwił w
ziemi, więc chyba przeżyje ten upadek. Przyniosłam odkurzacz i tyle ile się
dało odkurzyłam wykładzinę, parapet i szafkę. Następnie przyszłam z wiaderkiem
z wodą, bo musiałam dokładnie wytrzeć parapet i szafkę. Trzeba też było
wyczyścić wykładzinę, żeby zebrać z niej pozostałą ziemię. Wytarłam grzejnik,
który też się trochę zachlapał mokrą ziemią ze spadającego kwiatka. Musiałam
dosypać do doniczki trochę świeżej ziemi, której ubyło, bo całej nie dało się
pozbierać z wykładziny. Potem ponownie wytarłam doniczkę i podstawkę, zbierając
z niej resztki ziemi, i bardzo ostrożnie umieściłam kwiatka na parapecie. Tym
razem się udało, ale straciłam niestety trochę czasu, żeby posprzątać tego
wywalonego kwiatka. Tak więc z kwiatkami lepiej bardzo uważać, żeby niepotrzebnie
nie tracić przez nie czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.