Dziś przed południem spotkałam kolegę,
którego nie widziałam bardzo dawno. Nie widzieliśmy się chyba dwa lata.
Porozmawialiśmy chwilę przed sklepem, ale było dość zimno, więc kolega zaprosił
mnie do siebie do domu na kawę. Zgodziłam się, chociaż prawdę mówiąc, chciałam
dziś zacząć jakieś przedświąteczne porządki. Miałam w planie mycie okien i
wycieranie kurzy ze wszystkich powierzchni. Pomyślałam sobie, że jeszcze jest
dość czasu do świąt i zdążę z porządkami, więc przyjęłam zaproszenie kolegi. Mój
znajomy to wieczny kawaler, mieszka sam, co w jego mieszkaniu dało się
zauważyć. Widać było, że chociaż bardzo się stara, to jednak brakuje tu
kobiecej ręki. Kolega zrobił nam kawę, przyniósł ciasto, a potem rozmawialiśmy sobie
popijając kawkę. Trochę opowiadał mi o swojej pracy. Pytałam go, jak mu się
mieszka i jak sobie radzi samotnie ze sprzątaniem mieszkania. Mówił, że chyba
nie najgorzej. Co jakiś czas odkurza dywany i myje podłogi, trochę rzadziej
wyciera kurze. Najbardziej natomiast nie lubi generalnego sprzątania, jak np.
mycie okien, mycie lamp, mycie drzwi, trzepanie dywanów, mycie frontów szafek itp.
Mówił, że przy generalnych porządkach czasem pomaga mu siostra, bo kolega
raczej nie bardzo zna się na praniu firanek, prasowaniu firanek i ich
zawieszaniu, więc te czynności woli zostawić siostrze. Nie lubi też sprzątania
łazienki, mycia fliz, mycia umywalek, mycia wanny, mycia toalety. Jednak bardzo
dobrze radzi sobie z wymianą ręczników i ze zmianą pościeli. I tak na rozmowie
o sprzątaniu zleciały nam nie wiedzieć kiedy trzy godziny! Śmialiśmy się potem
sami z siebie, że zamiast porozmawiać o czymś bardziej pasjonującym, my
rozgadaliśmy się o sprzątaniu mieszkania. Trochę się zasiedziałam, a trzeba
było pomyśleć o obiedzie dla domowników, więc pożegnałam się z kolegą, życzyłam
mu powodzenia w sprzątaniu i poszłam do domu gotować obiad.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.