poniedziałek, 15 grudnia 2014

Dzień trzeci.

Witam!
Dawno mnie tu nie było, ale... to się nie da w dwóch słowach opowiedzieć. No bo popatrzcie, wyszedłem ze szpitala, to przypominam tym, którzy już zapomnieli o czym pisałem wcześniej. No więc wyszedłem ze szpitala, a tu Benek przychodzi, aby skończyć remont. I chyba najpierw opowiem o tym. Później będzie o awarii i wymianie pieca, czy też, jak nazywają to fachowcy kotła dwu funkcyjnego. Musiał już być wymieniony, bo robił mi różne psikusy!
Ale zacznijmy, jak obiecałem od remontu.
Jak już wiecie tego dnia wróciłem ze szpitala. Jeszcze nie do końca zdrowy, jeszcze wymagający wypoczynku w domu. W czystym domu. Niestety, nie było mi to dane.
Kila minut po piętnastej przyszedł syncio. Wchodzi, i czuje się jak u siebie w domu! Poszedł do kuchni i robi sobie kawę. O zgrozo, z moich zapasów! Gdy sypał do filiżanki kawę wszedłem do kuchni. Po cichu. I mówię szeptem: zrób i dla mnie. Biedny aż podskoczył, bo nie spodziewał się, że ktoś jest w domu! Wypiliśmy kawę, pogadali, i Benek poszedł malować pokój. Nawet ładnie i szybko to zrobił. Kiedy już skończył, zabierał się już za mycie pędzli i innych narzędzi potrzebnych przy tej robocie.
  • Zostaw, ja to zrobię – powiedziałem.
  • Jesteś pewien? - zapytał.
  • Tak w stu procentach! Idź do domu odpocznij biedaku, bo widzę, że narobiłeś się tutaj niemało!
  • Fajnie! - powiedział syncio. - Faktycznie jestem zmęczony.
    I sobie poszedł.
    Ja biedny, taki chory zabrałem się za mycie pędzli. Woda, najpierw zimna, potem ciepła w wiaderku i trzepanie tymi pędzlami w tej wodzie. Zajęło mi to trochę czasu. Myłem wodą, bo farba, którą malował była rozcieńczana wodą. Żeby ktoś nie pomyślał, że nie mam zielonego pojęcia o myciu pędzli. Oczywiście proszek do prania i inne mydła były w użyciu też.
    Myślałem, że już sobie odpocznę. Okazało się, że są to marzenia ściętej głowy, bo jak spojrzałem na to pobojowisko, to wzięli mnie diabli. Mówię pobojowisko. Nie było tak strasznie, ale posprzątać trzeba! Nie mogło tak zostać!
    Podłoga upaprana! Umywalka do umycia! Muszla klozetowa do umycia! To wszystko było przecież używane przy remoncie.
    Cóż było robić? Podniosłem się z niemałym trudem, zakasałem rękawy ponownie i ponownie złapałem miotłę, mopa i inne szmaty. Zamiotłem podłogę, mopem ją umyłem z użyciem specjalnego płynu do mycia podłóg i musiałem poczekać aż wyschnie. Później wziąłem się za umywalkę i wannę. W ruch poszedł płyn do mycia tych urządzeń, ciepła i zimna woda, no i nieodzowna w takich sytuacjach gąbka! Potem wytarłem do sucha i było już całkiem znośnie. Jeszcze tylko kibelek... znowu płyn, znowu szczotka i znowu gąbka. I nieodzowna woda! Jeszcze raz przetarłem, tym razem na sucho podłogę, i byłem z siebie dumny!
    Do malowanego pokoju już nie zaglądałem, bo na ten dzień miałem już dość!
    Usiadłem przy kubku herbaty i cały radosny i dumny z siebie odpoczywałem! Ze stanu radości i dumy wyrwał mnie dzwonek telefonu.
  • Cześć! Tu Bogdan. Byłem u ciebie w domu zobaczyć czy jest wszystko w porządku, i – tu na chwilę zawiesił głos – muszę ciebie zasmucić. Masz awarię pieca! W domu zimno jak w psiarni!
    Tu muszę Wam powiedzieć, że Bogdan, to mój sąsiad z drugiego mieszkania. Mamy do siebie klucze, i kiedy jeden z nas wybywa na dłużej, to mamy baczenie na nasze mieszkania.
    Diabli wzięli spokój. Trzeba było pomyśleć, co i jak zrobić z tym nieszczęsnym piecem!
    I jeszcze jedno, kiedy mówiłem o tym, że kawa była z moich zasobów, to oczywiście nie było to złośliwe. Nikomu nie żałuję kawy, a Benkowi - w szczególności nie żałuję. Znamy się przecież tyle lat!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.