Przebudziłem
się po miłym wieczorze z Benkiem i jego panią i go zobaczyłem.
Nie, nie takie wałki kurzu. Było go mniej, ale też widziałem,
tego wroga, z którym walczę! Aż mną zatrzęsło, gdy ten
podstępny nicpoń pojawił się w polu mojego widzenia!
Ale najpierw
toaleta poranna, potem śniadanie, i do walki z agresorem!
Wyciągnąłem
odkurzacz i do boju! Jak rycerz z lancą, tak ja z rurą zakończoną
ssawką ruszyłem na znienawidzonego najeźdźcę. Po pewnym czasie
już byłem zwycięzcą! Ten paskudnik był tylko w trudno dostępnych
miejscach. I w tym momencie postanowiłem zmienić broń! Z wielkiej
ssawki przeszedłem na małą ssaweczkę. Ten podstępnik nie miał
żadnych szans ze mną! Uff, wygrałem!
Ale
zwycięstwo było połowiczne... niestety. Ten znienawidzony
podstępnik czaił się jeszcze na meblach. Zdałem sobie sprawę, że
starał się tam właśnie ukryć przede mną.
Zestawiłem
wszystkie bibeloty, aby te, które dadzą się włożyć do wody –
umyć. A te, które tego wymagają wytrzeć wilgotną gąbką.
Bo ja
wszystko wycieram gąbką! Dopiero później suchą ściereczką!
Przystąpiłem
do wycierania niczym nie zastawionych tak zwanych powierzchni
płaskich, jakie znajdują się w, i na meblach. Później
wszędobylska chemia. Jakiś płyn do czyszczenia i konserwacji
powierzchni drewnianych. Wypolerowałem. No, to już czas, aby
ustawić wszystko na swoim miejscu!
Włączyłem
muzykę.
No przecież!
Jeszcze odkurzacz na swoje miejsce.
Zrobiłem
kawę. Usiadłem w fotelu. Miło jest przy muzyce i przy kawie
rozkoszować się zwycięstwem z tym wrednym, podstępnym i, tu z
żalem muszę powiedzieć – nieuniknionym wrogiem. Wiem, że w
niedługim czasie będę musiał znowu ruszyć na spotkanie z nim!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.